Szmeranie w żołądku oznaczające stres - towarzyszy mi nieustannie odkąd jakieś 3 tygodnie temu mąż wyjechał do pracy do Mielna. Jeszcze 4 dni temu byłam skłonna przeprowadzić się do Polski B, na zadupie, bo mąż chce realizować swoje plany. Później stwierdziłam, że to nie ma sensu, że lepszy jest Wrocław (nadal nie wiem, za co byśmy się utrzymali, ale byśmy...) A przed chwilą dzwonił Daniel, słyszę "kurwy" rzucane przez Grzegorza, myślałam, że chodzi o Patryka, a chodziło o Denisa - przybranego syna Grzegorza. Ma 15 lat, nie potrafi zająć się siostrą i muszą z tego tytułu wynajmować jakąś kobitkę, której nie ufają. I padły słowa "zamieszkalibyście obok nas i Karina zajęłaby się Anastazją". Nowy sposób przekonania mnie? Jutro (czekam na telefon) mam jechać oglądać mieszkanie we Wrocławiu. Mętlik, mętlik, mętlik. Czy znaki na niebie i ziemi mówią "Zamość"? Jechać 700 km i być tam czy tu, bliżej rodziny..? Na jak długo? Czy Daniel dogada się z Grzegorzem? Czy będziemy taką wędrującą wyspą? Szizys. Nie wiem,ile jeszcze udźwignę. Trójka dzieci, czasem czwórka, przeprowadzka, pakowanie rzeczy, kombinowanie mieszkania, gotowanie, jeżdżenie, przewijanie, codziennie opanowywanie emocji. Żeby przez mój własny wulkan dzieciom się nie oberwało. Dziś np. rzuciłam przy nich szczoteczką, którą myli zęby. "Pizgnęłam" mówiąc kolwialnie, bo szczoteczka odbiła się od umywalki i pofrunęła pod prysznic. Wytłumaczyłam im później, że czasem lepiej jest walnąć w coś niż kogoś skrzywdzić. I że w ten sposób opanowałam się, żeby ich nie walnąć, bo mnie wkurzyli. TAK. Z dziećmi trzeba rozmawiać. Nie mogę zasnąć o 0.00 pomimo zmęczenia. Nie chcę jechać, bo sytuacja finansowa w Zamościu wcale nie zapowiada się lepiej. Są perspektywy. Ale wszędzie są.
Cudowną chwilą było, kiedy Leonard wspiął się z użyciem swoich małych rączek i stópek na podstawę huśtawki (hop po rurze, później wisząc na drugą stronę i hop na dół. Gabryś oczywiście troszkę się sfoszył, że nie umie, ale przed snem mu przeszło i doszedł do wniosku, że potrenuje jutro. I znowu trzeba było tłumaczyć, że każdy jest lepszy w innej dziedzinie i każdy uczy się w swoim tempie - on lepiej zapamiętuje, liczy, ogarnia matematykę, Leo jest sportowcem. Dzieci. Czekam na telefon Daniela. Boję się, że Grzegorz zaproponuje jakiś układ z Anastazją. Czuję, że mój mąż chce tam być, choć mówi, że nie:D
Cudowną chwilą było, kiedy Leonard wspiął się z użyciem swoich małych rączek i stópek na podstawę huśtawki (hop po rurze, później wisząc na drugą stronę i hop na dół. Gabryś oczywiście troszkę się sfoszył, że nie umie, ale przed snem mu przeszło i doszedł do wniosku, że potrenuje jutro. I znowu trzeba było tłumaczyć, że każdy jest lepszy w innej dziedzinie i każdy uczy się w swoim tempie - on lepiej zapamiętuje, liczy, ogarnia matematykę, Leo jest sportowcem. Dzieci. Czekam na telefon Daniela. Boję się, że Grzegorz zaproponuje jakiś układ z Anastazją. Czuję, że mój mąż chce tam być, choć mówi, że nie:D